niedziela, 23 sierpnia 2015

Zero

Witam wszystkich!
Nie mam pojęcia od czego by tu zacząć... Może od pewnej bardzo ważnej informacji, mianowicie ten blog zdecydowanie będzie podchodził pod BARDZO WOLNO PISANY, ponieważ decyzja o jego powstaniu, pojawiła się w mojej głowie bardzo szybko i niespodziewanie, jednak fabułę mam już jako tako ustaloną ze swoją krnąbrną wyobraźnią ;)
Blog tylko i wyłącznie dla wieloletnich (no, może niekoniecznie) Potterheads, ponieważ wątpię by (po prostu) fani filmów o Harrym Potterze zrozumieli większość tekstu zawartego na tym oto blogu, ale rzecz jasna, że wszyscy są tutaj mile widziani :)
Myślę, że więcej informacji Wam już nie potrzeba, ponieważ na to jest oddzielna zakładka, do której (mam nadzieję) zajrzeliście ;)
Ps. Niektóre rzeczy uległy drobnej (czyt. diametralnej) zmianie, w porównaniu z powieścią pani J.K.Rowling.
Pps. Wiek niektórych osób może być inny o kilka miesięcy (PRZYKŁAD: Hermiona i Seamus są na tym samym roku, ale on ma 17 lat, a ona 16, bo ma urodziny wcześniej od niej (co z tego, że o kilka dni xd), mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi, a jak nie to odsyłam do zakładki, gdzie możecie się dopytać :))
DOPISKA:
LUPIN NIE BĘDZIE NAUCZAŁ A KOLEJNOŚĆ WYDARZEŃ W TYM OPOWIADANIU JEST SPORO RÓŻNIĄCA SIĘ OD SERII O HP (NP. NA CZWARTYM ROKU, NIE MA "CZARY OGNIA" ITP. ITD.)

*************************************************************************************************************
*************************************************************************************************************

 Hermiona Granger, wychowanka domu Godryka Griffindora, niezwykle inteligentna, młoda czarownica, z burzą gęstych, brązowych loków, która właśnie dzisiaj miała rozpocząć swój szósty rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Poza tym, owa młoda dziewczyna jest uważana przez (prawie) wszystkich uczniów, jak i niektórych nauczycieli, najmądrzejszą czarownicą od czasów samej Heleny Ravenclaw, ale nie dla wszystkich jest określana tylko takim mianem.
 Troje nastolatków z jej roku, zna ją od całkowicie innej strony, wie o niej dosłownie wszystko, począwszy od jej drugiego imienia, skończywszy na czymś o co nikt w Hogwarcie by jej nie podejrzewał, ale do tego wrócimy już niebawem. Teraz skupmy się na tych trzech młodych osobach, które mają tak bogatą wiedzę na temat Hermiony Granger.
 Seamus Finnigan, Luna Lovegood i Teodor Nott, są to najbliższe jej sercu osoby, nie, nie... Wiem co myślicie, to jest coś więcej nawet niż przyjaźń. Hermiona oddałaby za nich życie, gdyby była taka potrzeba.
 Pierwszego poznała Seamus'a, a było to drugiego, albo trzeciego dnia w Hogwarcie...
Obronił ją przed szyderstwami i obelgami skierowanymi w kierunku jej drobnej osoby, tyczyły się one głównie jej pochodzenia i nazywania ją "kujonem". Teraz już nie robi to na niej najmniejszego wrażenia, ale wtedy była bardzo młoda i w dodatku sama... Ale wracając do ich pierwszego spotkania...

- Szlama i w dodatku kujonica, już gorzej chyba upaść nie mogłaś, Granger.-powiedział chłopak w jej wieku, o włosach w kolorze platyny, a na jego słowa większa część Ślizgonów zaśmiała się. Zapewne uczyniłoby to więcej osób, ale korytarz był w tym momencie tak zatłoczony, że reszta wychowanków domy Salazara, najprościej w świecie nie usłyszała co powiedział.

- A wyobraź sobie, że mogłaby, gdyby tylko miała na nazwisko Malfoy.-usłyszała za sobą głos należący do Seamus'a Finnigan'a, chłopaka któremu zawsze coś wybuchało na lekcji.
Na jego słowa prawie cały korytarz wybuchł niepohamowanym śmiechem, a sam adresat, jakże błyskotliwej riposty, jakby dostał obuchem w twarz i szybko poszedł w tylko sobie znanym kierunku.
Hermiona obróciła się do Seamus'a i obdarowała go najszczerszym uśmiechem jaki dotąd widział, i wyszeptała bezgłośnie "Dziękuję", na co on odpowiedział jej uśmiechem, a potem Seamus został obdarowany gromkimi brawami, a ludzie zaczęli go otaczać ze wszystkich możliwych stron. Młoda czarownica wykorzystała ten moment i z uśmiechem na ustach skierowała się do biblioteki, w celu odrobienia pracy domowej z Zaklęć i Uroków.

I tym oto sposobem poznała swojego najlepszego przyjaciela, który był w jej domu.
Ale to jeszcze nie koniec, oj nie... To dopiero początek, ponieważ tego samego dnia, poznała najdziwniejszą, a zarazem najbarwniejszą osobę, jaką poznała w całym swoim życiu-Lunę Lovegood...

- Co to znaczy, że "nieczynna"?-spytała oburzona Hermiona, samą siebie, patrząc na karteczkę przyklejoną do drzwi biblioteki.

- Och, czyli dobrze widziałam, że jest zamknięte, a już myślałam, że to gnębiwtryski, znowu namieszały mi w mózgu.-Hermiona obróciła głowę w prawo, skąd usłyszała bardzo marzycielski głos i ujrzała dziewczynę o blond włosach, które sięgały jej za połowę pleców.
Hermiona nie miała pojęcia, kim owa młoda czarownica jest, ani co przed sekundą do niej powiedziała, a to się raczej Hermionie nie zdarzało, bo ona wiedziała (a przynajmniej tak myślała, dopóki nie spotkała Luny) wszystko.- Jestem Luna Lovegood, ale inni mówią na mnie Pomyluna, chociaż nie bezpośrednio, bo nie chcą mnie urazić. To nawet miłe z ich strony...-dodała po chwili, ale ton jej głosu nie uległ w ogóle zmianie-nadal był taki 'marzycielski'.
 Hermiona pierwszy raz w życiu nie wiedziała jak ma się zachować, ani jak jej odpowiedzieć, czy w ogóle ma jej odpowiadać... Luna ją po prostu zaskoczyła, bo jakby nie patrzeć, to właśnie powiedziała jej, że wie o tym, iż ją przezywają za jej plecami, ale nie przejęła się tym jakoś szczególnie. Wręcz przeciwnie! Luna była tym idiotom, jakby wdzięczna, za to, że nie mówią na nią Pomyluna prosto w twarz!
Oczywiście, że Gryfonka już nieraz słyszała to "przezwisko" , ale jakoś nigdy się tym nie interesowała...
 Hermiona dopiero po chwili zorientowała się, że nawet się jej nie przedstawiła i zganiła się w myślach za taki brak taktu.

- Wybacz, zamyśliłam się. Jestem Hermiona Granger, miło mi cię poznać, Luno.-uśmiechnęła się do dziewczyny i wyciągnęła ku niej rękę, którą blondynka delikatnie uścisnęła, z bardzo przyjaznym uśmiechem.- Pierwszy raz cię widzę, ale jesteś na oko z mojego roku, pierwszego, prawda?-Luna pokiwała delikatnie głową, nadal z tym przyjaznym uśmiechem, który sprawił, że jej dzień był coraz lepszy-Z jakiego domu jesteś?-spytała Gryfonka zaciekawiona.

- Jestem z Ravenclaw, a ty pewnie z Griffindoru, tak?-zapytała Luna i usiadła na pobliskim parapecie, spuszczając nogi i kołysząc nimi, to do przodu, to do tyłu. Hermiona pokiwała głową.

- A jak na to wpadłaś?-spytała i podeszła bliżej Luny.

- Jesteś zbyt miła by być ze Slytherinu i zbyt odważna, żeby być z Hufflepuffu.-wzruszyła ramionami, a Hermiona zmarszczyła brwi.

- Zbyt odważna?-nie rozumiała co blondynka miała na myśli. Przecież nie zrobiła nic, co wymagałoby odwagi.

- Tak, Puchoni się do mnie w ogóle nie odzywają, ponieważ boją się, że "zarażę" ich jakimś stworzeniem, które widzę, ale też mi tego nigdy nie powiedzą prosto w twarz, bo są mili.-wyjaśniła a Hermiona miała ochotę pobiec do dormitorium Puchonów i potraktować wszystkich jakimś mało miłym zaklęciem, ale wolała jednak zostać z Luną.
Gryfonka poszła w ślady dziewczyny i usiadła obok niej, a potem spojrzała za okno, gdzie słońce powoli zachodziło, dając przyjemne, delikatne światło.- Prawda, że zachody słońca są piękne?-spytała Luna, a Hermiona spojrzała na nią.

- Tak, to prawda.-uśmiechnęła się do niej ciepło.

- Samo niebo wygląda wtedy tak, jakby chciało zbrzydnąć na te parę chwil, żeby zachodzące na nim słońce, wyglądało jak coś niewyobrażalnie pięknego i urzekającego. Coś na czym mamy skupić szczególną uwagę, ale i tak większość ludzi patrzy się na to obojętnie. Po prostu patrzy się i myśli "już koniec dnia, słońce zachodzi, delikatnie świeci, a jutro ponownie wzejdzie i nastanie nowy dzień", ale nawet przez myśl im nie przejdzie, że następnego wschodu słońca już może nie być. Żyją jak w bańce mydlanej, która może lada chwila pęknąć, a oni nawet nie zdążyliby dostrzec jak wiele kolorów, rzucanych przez to wschodzące, jak i zachodzące słońce, przechodzi przez tę bańkę.-kiedy Luna skończyła mówić, Hermiona jeszcze raz spojrzała przez okno i pomyślała sobie, że już nigdy w życiu nie spojrzy na wschody i zachody słońca tak samo, jak dotychczas...

Tak Hermiona Granger i Luna Lovegood, zostały przyjaciółkami. Oczywiście nie nastąpiło to w tym samym dniu, ale znacznie szybciej, niż jej przyjaźń z Seamus'em. Były zbyt podobne do siebie, żeby tego uniknąć.
 Została nam ostatnia osoba, którą jest Teodor Nott. Poznała go tego samego dnia, co wcześniejszą dwójkę, jednak oni nie zaczęli swojej przyjaźni taką normalną rozmową...

Hermiona wyszła po ciszy nocnej ze swojego dormitorium, z zamiarem przejścia się po błoniach.
Nie umiała zasnąć, ponieważ była zbyt szczęśliwa i podekscytowana, tym że poznała dzisiaj dwoje wspaniałych uczniów z jej roku.
Udało jej się wmówić Grubej Damie, że bardzo źle się czuje i musi iść do szkolnej pielęgniarki, na co kobieta z obrazu, zgodziła się niechętnie.
 Hermiona już od dłuższego czasu, spacerowała sobie po błoniach, kompletnie ignorując fakt, iż jest w samej piżamie, w której skład wchodziły krótkie spodenki w kolorowe paseczki i szeroka, biała bluzka XXL, która sięgała jej do końca spodenek, podczas gdy na dworze już nie było aż tak ciepło, żeby paradować w takim letnim stroju. Jednak Hermiona w ogóle nie odczuwała panującego na zewnątrz chłodu, ponieważ była zbyt szczęśliwa, żeby myśleć o takich rzeczach, jak temperatura, czy nawet szlaban, za wałęsanie się po nocy, tak blisko Zakazanego Lasu.
 Usiadła na trawie i oparła się plecami o pobliskie drzewo, które było na tyle ogromne, żeby siedzące po obu stronach jego pnia osoby, nie miały pojęcia, że nie są same.
Niczego nieświadoma Hermiona westchnęła i poruszyła się, żeby wygodniej się ułożyć, a osoba po drugiej stronie zmarszczyła brwi i wyciągnęła szybko swoją różdżkę.

- Kto tam jest?-usłyszała głos z lekką chrypką, zdecydowanie męski i nagle wstrzymała oddech z nerwów. Wyciągnęła swoją różdżkę i przełknęła głośno ślinę, która w ogóle nie chciała przejść przez jej gardło.

- A tam?-spytała odważnie. W końcu jest Gryfonką, a Gryfoni się nie boją.
Usłyszała szelest i domyśliła się, że tajemniczy chłopak wstał z trawy, więc i ona to uczyniła.
Oboje wyskoczyli zza drzewa, z wymierzonymi w siebie różdżkami.
 Ani on, ani ona nie widzieli do kogo mierzą, oprócz tego, że do osoby płci przeciwnej.
Nagle, jakby czytając sobie w myślach, oboje wypowiedzieli to samo zaklęcie równocześnie...

- Wingardium Leviosa!-krzyknęła Hermiona i tajemniczy chłopak, i oboje pochwycili różdżki przeciwnika.
Gryfonka była w takim szoku, że przez moment, nawet nie brała powietrza do płuc, a chłopak był tak zafascynowany dziewczyną, że po paru sekundach podszedł do miejsca, w którym księżyc rzucał więcej odbitego światła, a Hermiona poszła w jego ślady i teraz stali parę cali od siebie, i się sobie przyglądali.

- Kim jesteś? Z jakiego domu? I jakim cudem umiesz poprawnie wymówić to zaklęcie, bo wyglądasz na pierwszy rok?-milczenie przerwał chłopak, a w jego tonie głosu dało się usłyszeć tylko zainteresowanie jej osobą, więc bez żadnego "ale" odpowiedziała mu na wszystkie pytania po kolei.

- Jestem Hermiona Granger, mój dom to Gryffindor, a zaklęcie wcale trudne do wymowy nie jest i tak, jestem z pierwszego roku. A teraz bądź łaskaw odpowiedzieć mi na te same pytania.-powiedziała pewnie, a chłopak uniósł ku górze jedną brew, a kącik jego ust uniósł się nieznacznie.

- Jestem Teodor Nott, mój dom to Ravenclaw, a zaklęcie wcale trudne do wymowy nie jest i tak, jestem z pierwszego roku.-praktycznie skopiował jej wypowiedź, a na jego twarzy wciąż można było dostrzec iście Ślizgoński uśmiech, który spowodował, że się aż wzdrygnęła.

- Jesteś pewien, że nie jesteś w Slytherinie?-zapytała cicho, ale Teodor i tak to usłyszał, i aż się cały zjeżył, a uśmiech natychmiast opuścił jego twarz.

- Tiara Przydziału chciała mnie tam umieścić, ale kiedy prosiłem ją o jakikolwiek inny dom, ona od razu umieściła mnie w Ravenclaw, za co jestem jej bardzo wdzięczny, ponieważ nienawidzę tych zapatrzonych w siebie i poniżających inne osoby, Ślizgonów.-powiedział na jednym wydechu, a Hermiona widząc jego minę uśmiechnęła się delikatnie, co chłopaka zbiło z tropu.

- Bardzo cię przepraszam. Jestem w pełni świadoma, że to było coś najobrzydliwszego co mogłeś usłyszeć od drugiej osoby.-powiedziała to tak szczerze, że Krukon, od razu domyślił się, że któryś z domu węża już zdążył jej coś zrobić.- Och, w ogóle to proszę.-powiedziała po chwili i wyciągnęła do niego swoją rękę z jego różdżką, a on zrobił to samo.

- A właściwie to co, tutaj robisz mała Gryfoneczko?-powiedział już całkowicie rozluźniony chłopak i położył się na trawie, układając ręce pod głowę i patrzył jak dziewczyna siada po turecku, naprzeciw niego z ogromnym uśmiechem na twarzy...

Tak w wielkim skrócie wyglądał dzień, w którym poznała swoich najlepszych przyjaciół, ale dopiero po trzech miesiącach cała czwórka śmiało mogła nazwać siebie przyjaciółmi, a na drugim roku robili już wszystko razem. Uczyli się, spacerowali, odrabiali zadania domowe, spędzali razem cały czas wolny, podczas posiłków siadali raz do stołu Krukonów, a raz do Gryfonów, co na początku wzbudzało pewne kontrowersje, ale pod koniec roku, już każdy się do tego przyzwyczaił. Kiedy mieli wspólne lekcje (a mieli tylko dwie; Wróżbiarstwo i OPCM) Hermiona i Seamus rozsiadali się ze sobą (to samo robili Luna i Teodor) i zamieniali się miejscami, tak że na Wróżbiarstwie Hermiona siedziała z Teodorem (i oboje chodzili na te zajęcia tylko ze względu na Seamus'a i Lunę, którzy wprost byli tym przedmiotem zafascynowani, podczas gdy oni mieli ochotę wyśmiać prof. Trelawney i uczyć się czegoś bardziej "rzeczywistego i przydatnego"), a na OPCM Hermiona siedziała z Luną, a Seamus i Teodor razem.

  Tak minął im drugi rok, po którym nastąpił trzeci, a potem ten, który zapamiętają do końca życia.
Czwarty rok w Hogwarcie był jednym z najbardziej interesujących, dla wszystkich uczniów, a już na pewno dla czwórki najlepszych przyjaciół i właśnie teraz mogę powiedzieć to czego nikt nie wie o Hermionie Granger, nikt prócz jej przyjaciół...

- Czyli co? Wszystko już jest gotowe, tak? Hermiono, poinformowałaś już resztę Gryfonów?-z ust Teodora wyleciało kilkanaście pytań na minutę, ale Hermiona nawet nie zdążyła odpowiedzieć choćby na jedno, bo obok nich pojawił się nie kto inny, tylko słynny Harry Potter.

- Witaj Hermiono-uśmiechnął się do koleżanki, a ona odpowiedziała mu tym samym-Teodorze, miło znowu cię widzieć-powiedział szczerze, a Krukon uśmiechnął się do niego tak delikatnie, że Harry ledwo co dostrzegł ten uśmiech.-Tak jak mnie prosiłaś Hermiono, poinformowałem resztę o tym, o czym właśnie rozmawialiście.-puścił oczko dziewczynie a ona przytuliła go delikatnie, w podzięce i wyszeptała do jego ucha, że godzina owego wydarzenia, może się trochę przesunąć i odsunęła się od niego.-Jasne, nie ma problemu, poinformuję resztę, o drobnej zmianie planów. Muszę lecieć, więc do wieczora.-powiedział i na odchodne pomachał Teodorowi i Hermionie.

- Co ty mu tak szeptałaś do tego, jego złotego uszka, Gryfoneczko? Czyżby jakieś sprośne słówka?-powiedział Teodor i zaczął poruszać brwiami, w górę i w dół, a na jego słowa, dziewczyna zdzieliła go w głowę opasłym tomiszczem trzymanym w ręce, a on nadal się śmiał i uciekał z zasięgu jej rąk, krzycząc żeby uspokoiła hormony, co większość obecnych osób na błoniach komentowała śmiechem.
 Hermiona goniła go aż po same wrota zamku, ale kiedy zobaczyła w nich Lunę, zostawiła Teodora i podbiegła do niej, rzucając się na jej szyję.

- Luna! I jak się czujesz? Wszystko w porządku? Wyjdziesz z tego? Tak bardzo się stęskniłam!-Hermiona zasypywała swoją przyjaciółkę coraz to nowszymi pytaniami odnośnie jej zdrowia, że w końcu Luna nie wytrzymała i potrząsnęła przyjaciółką.

- Na diadem Roweny, Hermiono! Miałam tylko katar!-roześmiała się blondynka a jej towarzyszka spłonęła rumieńcem.

- Hej Luna, jak się czujesz? Lepiej już?-spytał Teodor, mierzwiąc włosy pannie Lovegood.

- Tak, tak... Przestańcie już. Zaplanowaliście wszystko?-spytała a oboje pokiwali głowami, no to chodźmy, na kolację, bo umieram z głodu, a poza tym Seamus chyba myśli, że go unikacie.-dodała, idąc ze swoimi przyjaciółmi do Wielkiej Sali.

- Bo tak zasadniczo jest.-powiedzieli równocześnie Teodor i Hermiona, siadając dzisiaj przy stole Gryfonów, którzy uśmiechnęli się do dwójki nastolatków z Ravenclaw.

- No gdzie wyście byli?! Wszędzie was szukałem, jak głupi jakiś! Unikacie mnie? To przez ten 'wystrzałowy' prezent?-nagle naprzeciwko Luny usiadł Seamus i zasypał ich gradem pytań.

- Tak.-odpowiedzieli dla świętego spokoju, chórem wszyscy troje, co spowodowało, że Gryfon uspokoił się i zajął się jedzeniem, jak gdyby nigdy nic.

Po kolacji wszyscy czworo udali się do pokoju wspólnego Gryffindoru.

- Podejrzanie cicho jakoś dzisiaj... I ciemno w ogóle, niech ktoś zaświeci światło, bo jeszcze się zabiję o coś co zostawili Fred, albo George, a nie chcę umrzeć w swoje uro...-Seamus nie dokończył, ponieważ nagle każdy Gryfon wyskoczył z ukrycia, a Seamus prawie dostał zawału.

- Wszystkiego najlepszego, Finnigan!-krzyknęli równocześnie i zaczęli podchodzić do niego i składać życzenia, a niektórzy dawali mu drobne upominki. Kiedy już każdy z pokoju złożył mu życzenia, Fred krzyknął, na całe gardło, że trzeba rozkręcić tą imprezę i tak też się stało.
Podczas, gdy wszyscy się bawili, Luna, Teodor i Hermiona podeszli do Seamus'a, złożyli mu życzenia i dali mu jeden wspólny prezent, a kiedy go otworzył, rzucił się na nich i mocno przytulił.

- Nie wierzę, że daliście mi te proszki wybuchowe! One musiały kosztować fortunę! Dzięki wielkie, jesteście najlepsi!-krzyczał uradowany Seamus, a reszta się zaśmiała.

- Wiemy, że jesteśmy!-odpowiedzieli wspólnie. I kiedy tak sobie razem rozmawiali, podszedł do nich Harry i powiedział, że chce coś im pokazać, więc weszli do jego dormitorium.

- Dobrze, no więc... To co teraz zobaczycie, ma pozostać tylko i wyłącznie między nami, rozumiecie?-spytał, a czworo przyjaciół pokiwało zgodnie głowami. Harry dobrze wiedział, że może im zaufać, ponieważ pomogli mu już w niejednej sprawie i wiele im zawdzięcza, więc właśnie postanowił się z nimi podzielić jednym ze swoich sekretów.
 Wyciągnął kawałek pergaminu, który był całkowicie pusty. Hermiona spojrzała na Harrego i zaczęła się zastanawiać, czy nie powinien iść zbadać sobie wzroku, bo może mu się pogorszył i musi zmienić okulary.

- Eee... Ale Harry, tutaj nic nie ma.-powiedział zmieszany Teodor, a chłopak uśmiechnął się do niego.

- To patrzcie teraz.-to powiedziawszy przyłożył różdżkę do pergaminu i powiedział: "Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego" i nagle na pergaminie pojawiło się: 
 "Panowie; Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz
Zawsze uczynni doradcy Czarodziejskich Psotników
Mają zaszczyt przedstawić
MAPĘ HUNCWOTÓW"

- "Mapa Huncwotów"?-zmarszczyła brwi Hermiona, zdziwiona, że nic nie wie na jej temat.

- Już wam wszystko wyjaśniam...-i tym oto sposobem Harry Potter, powiedział wszystko o owej mapie.
 Jest to mapa całego Hogwartu (i trochę wychodząca na błonia), która pokazuje wszystko, oprócz paru miejsc, jak zdążyła zauważyć Hermiona, mianowicie; Pokoju Życzeń, Komnaty Tajemnic i pomieszczenia, gdzie jest trzymane lustro Ain Eingarp.
 Do każdego tajnego przejścia są nawet napisane hasła, jakie trzeba powiedzieć, żeby się otworzyły. Oprócz tego owa mapa, pokazywała kropki, które się przemieszczały-byli to ludzie.
 Harry opowiedział także kim byli ci cali Huncwoci i dodał, że Rogaczem był jego tata, Łapa-to Syriusz (Harry już kiedyś mówił im, że jest on jego ojcem chrzestnym, i że dyrektor powiedział mu, że to wcale nie Black zdradził ojca Harrego, tylko Peter-co Hermionie i reszcie wydawało się wręcz logiczne, a poza tym ufali Harremu we wszystkim, tak jak on im, więc już w ogóle nie było o czym mówić), Lunatyk-to Remus Lupin, a Glizdogon, to parszywy tchórz i zdrajca-Peter Pettigrew.
 Powiedział o tym jak Łapa, Rogacz i Glizdogon zostali nielegalnymi animagami, żeby być przy Lunatyku, podczas jego przemian (co czworo przyjaciół, uważało za niesamowite oddanie, w dobro przyjaźni, i właśnie w tym samym momencie do ich głowy przyszedł ten sam pomysł, a nawet nie byli tego świadomi) i starać się go jakoś uspokoić.
 Dzięki swoim przemianom chadzali sobie bezkarnie po Hogsmeade, Hogwarcie i błoniach, i odkrywali różne rzeczy (ten sam pomysł, z każdym kolejnym słowem Harrego się tylko nasilał), a potem stworzyli właśnie tę, oto Mapę Huncwotów.

- Oni są moimi mistrzami, na miecz Godryka!-wykrzyknął Seamus, który aż dygotał z podekscytowania. A reszta jego przyjaciół tylko go poparła, z jeszcze większym zaangażowaniem.

- Jak będziecie chcieli to sobie ją pożyczajcie, tylko najpierw mnie o tym poinformujcie, dobra?-wszyscy równocześnie przytaknęli i zaczęli mu dziękować- Jeszcze raz, wszystkiego najlepszego, Seamus, a teraz wybaczcie, ale jestem wykończony i chciałbym się móc tylko położyć.-uśmiechnął się do nich przepraszająco, a oni jeszcze raz mu podziękowali za wszystko i opuścili jego dormitorium, i poszli w kierunku, części dziewcząt, do pokoju Hermiony, który na szczęście był pusty.

- Mam nadzieję, że myślimy o tym samym, odkąd tylko usłyszeliśmy wszystko od Harrego.-powiedziała spokojnie Luna a cała reszta spojrzała na nią porozumiewawczo i zaczęli pierwszy raz w życiu tak poważnie między sobą rozmawiać.
Kiedy wreszcie skończyli, odezwała się Hermiona, a jej głos, aż ociekał podekscytowaniem.

- Czyli podsumowując; podążamy za naszymi mentorami i zostajemy nowymi Huncwotami, tylko będziemy nazywali się "Nieokiełznani"  i będziemy ich przeciwieństwami, czyli...

- ... będziemy szydzić z takich jak oni, czyli przemądrzałych, zapatrzonych w siebie, egocentrycznych dupków, którzy wyżywają się na słabszych...-dodał do wypowiedzi Hermiony, Teodor, któremu przerwała Luna.

- ... wszystko co będziemy robić, będzie anonimowe, czyli żaden z nas się nie ujawni, że on, to on, bo nie chcemy sławy, tylko tak jakby zemsty...

- ... dokładnie tak, a do tego będziemy używać tego w czym jesteśmy najlepsi, czyli; Hermiona-myślenie, Teodor-spryt, Luna-wyobraźnia, a ja-spostrzegawczość, jedyne co nam jeszcze pozostało to...-tutaj Seamus, spojrzał na swoich przyjaciół, którzy teraz szczerzyli się jak głupi do sera.

- PSEUDONIMY!-krzyknęli równocześnie, przez co się zaśmiali.

- Hmm... Seamus, mam już chyba dla ciebie...-zaczęła Luna.

- Dajesz kobieto.-powiedział podekscytowany.

- Co powiesz na "Piroman"? Wiesz... Lubisz materiały wybuchowe i inne takie, sądzę iż to idealnie ciebie opisuje, a raczej nikt się nie domyśli.-powiedziała a Seamus'owi tak bardzo się spodobała ta "ksywa", że aż oczy mu się niebezpiecznie błyszczały.

- Jest idealna dla Seamus'a.-powiedziała Hermiona- A ja mam chyba dla ciebie... Co powiesz na... "Marzycielka"? myślę, że wszyscy wiedzą czemu taka.-dodała Gryfonka, a Luna pisnęła zadowolona.

- A ja ma genialny pseudonim, dla ciebie Teo.-zaczął Seamus- "Cień", co wy na to? Bo ogarniacie... Teodor może wejść wszędzie i jeszcze zawsze tak się skrada, że nikt go nie widzi, ani nie słyszy.-wyjaśnił, a wszyscy pokiwali zgodnie głowami.

- No to zostałaś tylko ty, moja mała Gryfoneczko... Co by ci tu...-zaczął Cień i po chwili przywołał ruchem ręki, Marzycielkę i Piroman'a do siebie, szepnął im coś na ucho, a oni zaśmiali się, ale przytaknęli.- Ustaliliśmy, że idealnie będzie do ciebie pasować "Loczek", bo wiesz, masz ogromną burzę loków na głow...-zaczął wyjaśniać Cień, a Hermiona gestem ręki go uciszyła i nie do końca zadowolona pokiwała głową.

- No więc! Moi drodzy przyjaciele! Nadchodzi nowa era!
ERA NIEOKIEŁZANYCH!-krzyknął Seamus i przywołał do siebie cztery butelki piwa kremowego, które miało przypieczętować dozgonną przyjaźń:
Loczka, Piromana, Marzycielki i Cienia
"Koniec psot!"

***********************************************************************************************************
***********************************************************************************************************